Zbrodnia doskonała [slidecast]

Kiedy przedstawiłem prezentację pt. „Zbrodnia doskonała” w klubie Toastmasters Inżynieria Słowa, jeden ze słuchaczy powiedział: „Ważny, pouczający i dający do myślenia temat”. To skłoniło mnie do podzielenia się z nim również z Tobą. Dlatego przygotowałem ten slidecast (jest również wersja tekstowa).

W slidecaście poznasz poruszającą historię Cynthys Barlow, która została zaczerpnięta z książki „Jak rowery mogą uratować świat”.

Slidecast „Zbrodnia doskonała”

Obejrzyj w YouTube.

Wersja tekstowa

Cynthys Barlow siedziała w swoim biurze w Londynie, kiedy przyszedł do niej jej szef i z poważnym wyrazem twarzy powiedział: musimy o czymś porozmawiać. Zaczęła się zastanawiać, co mogła zrobić nie tak, z czego się nie wywiązała, o czym mogła zapomnieć. Kiedy poszła do jego pokoju, czekało tam dwóch funkcjonariuszy Policji. Jeden z nich powiedział: „Pani Barlow, Pani córka nie żyje”.

Alex McVitty miała 26 lat. Tego słonecznego, czerwcowego dnia miała świętować rocznicę spotykania się ze swoim chłopakiem. Rankiem, przed wyjściem z domu, spytała swojej matki, co powinna założyć na tę okazję. Potem, jak każdego dnia wsiadła na rower i ruszyła do kancelarii, w której podjęła pracę zaraz po skończeniu studiów.

Zatrzymała się na tym skrzyżowaniu.. Kiedy zapaliło się zielone światło, ruszyła w dalszą drogą, ale wtedy kierowca betoniarki firmy CEMEX, wymuszając pierwszeństwo, skręcił w lewo, przecinając tor jazdy Alex. Dziewczyna momentalnie znalazła się pod kołami ciężarówki. Zginęła na miejscu.

Drogowe morderstwa

Na ogromnym cierpieniu po nagłej i brutalnej stracie jedynego dziecka się nie skończyło. W trakcie procesu, sąd uniewinnił kierowcę ciężarówki, ponieważ policjant, który miał opisać kluczowy element sprawy „nie mógł rozczytać własnych notatek”. Cynthys Barlow nie tylko straciła córkę. Straciła również zaufanie do systemu. Straciła poczucie sprawiedliwości.

Aby popełnić zbrodnię doskonałą, najlepiej przejechać kogoś samochodem. Kiedy człowiek (umyślnie lub nie) pozbawia życia drugiego człowieka, nazywamy to zabójstwem. Tymczasem kiedy sytuacja ma miejsce na drodze, mówimy na to wypadek. Prawie jak przypadek, tylko z negatywnymi skutkami.

Wymiar sprawiedliwości traktuje drogowe morderstwa jako coś naturalnego i niezależnego od człowieka. Wystarczy wyrazić skruchę i mamy szansę na zasądzenie najniższego wymiaru kary. Dlaczego? Bo każdemu kierowcy (również sędziemu, również policjantowi, również mnie i również tobie) zdarzyło się przekroczyć prędkość, każdemu kierowcy zdarzyło się nie zachować odpowiedniej odległości przy wyprzedzaniu. Każdemu kierowcy zdarzyło się korzystać z telefonu w czasie jazdy.

Ja tak robię, Ty tak robisz, wszyscy to robimy. A jeśli wszyscy tak robimy, to łagodniej osądzamy innych, którzy robią to samo. Bo przecież nam też się mogło to przydarzyć.

Każdego roku na polskich drogach ginie prawie 3000 osób. Każdy z nas znał kogoś, kto zginął w wypadku drogowym. Pamiętasz twarz tej osoby? Pamiętasz Wasze ostanie spotkanie? Może w miejscu, gdzie zginęła stoi teraz niewielki krzyż?

Czy śmierć tej osoby rozniosła się głośnym echem w mediach? Czy zmieniła coś w lokalnym środowisku? Czy pchnęła władze do wprowadzenia nowych regulacji? Nie, ponieważ wypadki drogowe w naszym społeczeństwie spowszedniały. Traktuje się je jako zjawisko codzienne i nieuniknione. Traktujemy je jako element uboczny ruchu drogowego.

Walka o bezpieczeństwo

Kiedyś bardzo lubiłem jazdę samochodem, jednak z czasem dotarła do mnie okropna myśl: „wsiadając za kółko podejmujesz ryzyko, wprawdzie bardzo niewielkie, ale jednak ryzyko”. Za każdym razem, kiedy siadam za kierownicą uświadamiam sobie, że mogę kogoś zabić. Od tamtej pory poruszam się głównie rowerem i walczę o to, aby nasze drogi i ulice były bezpieczne. Walczę o to, aby dzieci mogło same dojeżdżać do szkoły, aby starsi ludzie nie bali się przechodzić przez jezdnię, aby każdy z nas, wychodząc z domu, wiedział, że do niego wróci.

W przypadku potrącenia pieszego czy rowerzysty przez kierowcę, ból i cierpienie są zazwyczaj po jednej stronie.

Strata jedynej córki i przegrany proces sądowy doprowadziły Panią Barlow do myśli samobójczych. Pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia w tej trudnej sytuacji postanowiła odebrać sobie życie. Zaniepokojona przyjaciółka zabrała ją na wystawę rysunków ilustrujących Boską Komedię Dantego. Tam na plakacie widniały pierwsze słowa poematu: „W życia wędrówce, na połowie czasu (…) pośród ciemnego znalazłem się lasu”. Wtedy zrozumiała, że obwiniała siebie za przebieg procesu, a tak naprawdę winny był system. Rozpaliło się w niej gorące pragnienie zmiany.

To pragnienie pchnęło ją do decyzji, aby zakupić akcje firmy CEMEX, tej samej, której betoniarka doprowadziła do śmierci jej córki. Dzięki temu mogła wziąć udział w Corocznym Zgromadzeniu Akcjonariuszy. Tam poprosiła o mikrofon, opowiedziała o śmierci Alex i spytała Zarząd spółki, co zamierza zrobić, aby przeciwdziałać wypadkom w przyszłości.

Jej wystąpienie było tak szczere, że przekonało pozostałych akcjonariuszy, aby poprzeć jej postulaty. Zarząd został zmuszony do zmian. Zorganizowano kursy doszkalające dla kierowców, zamontowano dodatkowe lusterka i wprowadzono system kamer i czujników. Dziś CEMEX jest jedną z najbezpieczniejszych firm budowlanych na świecie.

To tylko pokazuje, że zmiana jest możliwa, tylko czy potrzeba śmierci niewinnych ludzi, aby się dokonała?

Niebezpieczny egoizm

Chciałbym Wam coś pokazać:

Chcesz wiedzieć, jak rowerzysta czuje się  w takich sytuacjach? Stań na żółtej linii, kiedy pociąg przejeżdża przez stację.

Ilekroć widzę takie sceny, przypominają mi się te wszystkie sytuacje, kiedy nie będąc niczemu winny, byłem narażany na niebezpieczeństwo ze strony kierowców. Kiedy wyprzedzający mnie autobus, prawie wgniótł mnie w krawężnik, kiedy śpieszący się kierowca wyprzedzał na milimetry na trzeciego, kiedy ktoś celowo zajechał mi drogę.

Czuję się wtedy tak, jakbym był gorszym człowiekiem, jakby moje życie było mniej ważne. Tylko dlatego, że jadę na rowerze za 1000 zł, a nie samochodem za 50 tys? To, że nie jestem ukryty za warstwą metalowej blachy i nie jadę 70 na godzinę oznacza, że… że nikt na mnie w domu nie czeka?

Że trzeba mnie wyprzedzać za wszelką cenę, aby zaoszczędzić kilka sekund? Zawsze wtedy mam ochotę dogonić takiego kierowcę i zapytać go: „Dlaczego to zrobiłeś? A gdybym stracił równowagę i upadł na chodnik, albo co gorsza pod koła jadącego z tyłu auta? Czy cena mojego życia jest mniejsza niż te kilka zaoszczędzonych sekund?”.

Wszyscy się różnimy: różnimy się poglądami, gustami, wykształceniem, zarobkami, środkami transportu, rodzajem wykonywanej pracy, doświadczeniem, siłą mięśni, priorytetami, osiągnięciami… Jednak czy to powód, aby dawać innym ludziom odczuć, że są gorsi? Czy naprawdę okazywanie braku szacunku ma sens? Czy trzeba innych z tego powodu atakować? Nieważne, czy dzieje się to na drodze, czy w internecie, czy w mediach. Wystarczy schować twarz za ekran monitora, albo milimetr blachy samochodu, aby mieć odwagę zrównać kogoś z błotem? Czy naprawdę odwagę mamy tylko wtedy, kiedy nie patrzymy komuś prosto w oczy?

Szacunek do innych

Wszyscy mówimy, że jesteśmy tolerancyjni. Ale tolerancja nie polega na akceptowaniu tego, że wszyscy jesteśmy równi. Bo wtedy pojmujemy to jako: „wszyscy powinni być tacy jak ja”. Prawdziwa tolerancja polega na zrozumieniu i zaakceptowaniu tego, że wszyscy jesteśmy różni. I nie powinniśmy mierzyć innych własną miarą.

Jechałem rowerem do domu na święta. O poranku droga była pusta, aczkolwiek oblodzona. Usłyszałem za sobą ciężarówkę. Zatrzymałem się i zszedłem na pobocze. Kierowca wyprzedził mnie i zamigał światłami w geście podziękowania. Nie musiałem tego robić. Nie przewidują tego przepisy ruchu drogowego. Ale w tej sytuacji konieczne było, aby jeden z nas ustąpił. W przeciwnym wypadku on święta spędziłby w areszcie, a ja w trumnie. Te kilka straconych sekund nie ma aż takiego znaczenia jeśli pomyśli się też o drugim człowieku.

To, o co walczę, to nie jest świat bez samochodów. Walczę o szacunek do innych uczestników ruchu. Szacunku nie buduje się na posiadaniu i bronieniu własnych racji, na trzymaniu się własnego toru jazdy, na egoizmie, ale właśnie na umiejętności ustąpienia miejsca i straty kilku sekund własnego życia, dla zachowania życia kogoś innego.

Przyszłość?

Można stwierdzić, że Cynthys Barlow stała się bohaterką, przeciwdziałając tysiącom wypadków w Wielkiej Brytanii. Jednak tysiące uratowanych ludzi nigdy nie złagodzi bólu z utraty jedynej córki.

Każdego dnia na całym świecie ginie kolejna Alex. Jeśli chcemy coś zmienić, mówmy o tym, co czujemy, kiedy ktoś naraża nas na niebezpieczeństwo. Podkreślajmy innym wartość naszego życia. Każdy z nas jest człowiekiem i życie każdego z nas jest dla kogoś ważne. Nie dopuśćmy do tego, aby cierpienie rodziców, życiowych partnerów, osieroconych dzieci musiało sprowokować kogoś do podjęcia zmian.

Działajmy już teraz. Walczmy o to, w co wierzymy. Wierzmy w to, o co walczymy. Ja wierzę w ulice, na których nie umierają ludzie. A Ty, w co wierzysz? O co walczysz?

Kliknij tutaj, aby nie przegapić kolejnych artykułów.

Tagged , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *