Wyprawa do Włoch

Miesiąc temu razem z Ewą i Mateuszem wybraliśmy się do Włoch. Zdjęcia z tego wyjazdu obejrzysz pod tym linkiem. Dziś natomiast przygotowałem bardziej szczegółową relację wraz z materiałem wideo. Zapraszam więc do lektury.

Zaczęło się od spontanicznej decyzji: kupujemy bilety i lecimy. Kiedy kasa za bilety była już przelana, nie było odwrotu. W zasadzie nie mieliśmy żadnego planu. 2 noclegi udało nam się załatwić dzień przed odlotem. Jednego nie mieliśmy wcale.

W niedzielę 15 marca, wczesnym rankiem wsiedliśmy w Polskiego Busa i popędziliśmy do stolicy Dolnego Śląska, skąd bezpośrednio polecieliśmy do Bolonii. W autobusie zdecydowaliśmy, że będąc już we Włoszech, wybierzemy się autostopem do Florencji.

Lądujemy w Bolonii i zaraz potem jemy włoską Margaritę w jednym z przydrożnych barów. W czasie, kiedy my delektujemy się smakiem pizzy, zaczyna padać i pada bez przerwy przez kolejne 3 dni, aż do naszego lotu powrotnego. Miło. Uczymy się z tym żyć i ruszamy do centrum, gdzie czekają już na nas znajomi z AEGEE-Bologna.

Spędzamy wspólnie wieczór przy filiżance kawy i przepysznych przekąskach. Kiedy już całkowicie pociemniało, zjedliśmy jeszcze cudowne włoskie lody i ruszyliśmy bezpośrednio do Gianluci – naszego hosta z airbnb.

Zgodnie z planem wstajemy wczesnym rankiem, aby szukać drogi na wylotówkę. Nie było łatwo, ale udało się. Czas poświęcony na szukanie spota, zwrócił się w szybkości łapania stopa. Wbrew wszelkim opiniom o autostopie we Włoszech, po ok. 5 minutach siedzimy już w samochodzie pewnego Włocha, który wysadza nas na obwodnicy Florencji.

Jest kiepsko. Bardzo kiepsko. Już wiemy, że będzie nam ciężko wjechać do centrum. Na szczęście z tej beznadziejnej sytuacji ratuje nas uroczy Koreańczyk, który akurat spędza wakacje we Włoszech.

Zabiera nas do samego centrum, łamie po drodze kilka przepisów, wjeżdża dosłownie na deptak zabytkowej części miasta, przejeżdża przez słynny most, jedzie pod prąd, następnie parkuje na zakazie. Wysiadamy, żegnamy się z nim i ruszamy w swoim kierunku.

Florencja już na pierwszym kroku wciąga nas w grę. Podążając wąskimi uliczkami, szukając ciekawych interpretacji… znaków drogowych. Zobaczcie sami:

W międzyczasie dowiadujemy się, że AEGEE-Firenze organizuje tego dnia lekcję salsy, więc decydujemy, że ich odwiedzimy. Swoją drogą, fajnie jest działać w międzynarodowych organizacjach studenckich, bo nagle okazuje się, że masz znajomych w każdym mieście w Europie.

Od powtarzania kroków, nauczyłem się liczyć do siedmiu po włosku. Zabawa trwała do późna i osobiście byłem już odrobinę zmęczony. Udaliśmy się więc na zasłużony wypoczynek.

Następnego dnia troszkę się zestresowaliśmy, bo łapanie stopa zdecydowanie się przeciągało i zaczęliśmy się zastanawiać, czy zdążymy na lot powrotny, który co prawda mięliśmy następnego dnia, ale czas gonił nieubłaganie.

W końcu lekkim fartem zabieramy się znów do Bolonii. Idziemy na Uniwersytet Boloński – najstarszy uniwersytet w Europie, na którym wiedzę zdobywali prawdziwi humaniści – ludzie renesansu. Studiujemy starożytne pisma, oglądamy mapy i podziwiamy wyjątkowe eksponaty. Czułem lekki niedosyt, bo nie załapaliśmy się na żaden wykład.

Zamiast tego poznaliśmy ciekawą studencką tradycję. Studenci, którzy się obronili, byli przebierani w śmieszny sposób i poddawano ich niecodziennym wyzwaniom.

Na koniec tego deszczowego dnia, wspinamy się na prawię 100 metrową wieżę, stojącą w centrum miasta. Widoki przepiękne. Było warto.

Noc znów spędzamy u Gianluci. Wcześniej jednak przygotowujemy sobie iście szlachecką kolację i delektujemy się ostatnimi chwilami.

Następnego bowiem dnia idziemy na ostatni spacer bolońskimi arkadami i zbieramy się na lotnisko, skąd wylatujemy z powrotem do Polski. Kilka dni minęło naprawdę szybko, ale wspomnień nikt nam nie zabierze.

Na deser obiecane wideo:

YouTube Preview Image

Fot. archiwum własne

Tagged , , , , , , , , , , , , ,