Skip to content

Pytanie, którego nie znoszę

Prowadzę sobie miłą pogawędkę ze znajomymi. Lubię rozmawiać ze znajomymi. Możemy podzielić się tym, co w ostatnim czasie sprawiło nam radość, z czego jesteśmy dumni, albo czego udało się dokonać. Wszystko jest super, ale w pewnym momencie pada to pytanie.

Jak bardzo jest słuszne, pasujące do rozmowy i skłaniające do myślenia, tak bardzo go nie znoszę.

I wydaje mi się, że większość ludzi, którzy podejmują niecodzienne wyzwania ma problem z tym pytaniem. Nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Skąd to wiem? Bo sam kiedyś zadawałem to pytanie inspirującym ludziom. I widziałem ich reakcję… W końcu zrozumiałem, że jest to najgorsze pytanie, które można zadać komuś, kto niedawno coś osiągnął.

„Kamil, powiedz co to za pytanie do cholery!” – pewnie to Ci przyszło teraz na myśl.

Dobra, nie będę Cię już trzymał w niepewności. Chodzi o pytanie:

To co teraz?

Jeśli przebiegniesz maraton, wejdziesz na Kilimandżaro, albo pojedziesz autostopem do Chin, to na pewno to pytanie w końcu padnie:

„To co teraz?”

Dlaczego nie znoszę tego pytania?

Z pozoru nie ma w nim nic złego, ale jednocześnie wymusza określoną odpowiedź. Nikt bowiem nie zakłada, że odpowiem: „Teraz będę spał do 11, jadł ogromne ilości pizzy i oglądał śmieszne filmy na YouTube’ie”. To pytanie wyklucza tego typu odpowiedź.

Ale muszę Cię zmartwić. To jest rzeczywiście to, co mam ochotę zrobić po przekroczeniu granic własnych możliwości.

Może spodziewasz się, że pytając „Co teraz?” usłyszysz o dłuższych biegach, wyższych szczytach i dalszych podróżach. Ja też czuję, że to właśnie chcesz usłyszeć. Ale nie chcę składać takich deklaracji, bo to nie jest właściwy czas.

Kiedy 2 lata temu wróciłem z miesięcznej wyprawy do Gruzji, przez kolejne pół roku nie miałem ochoty słyszeć o żadnej zagranicznej podróży. Nie zrozum mnie źle, podróż była super, ale miałem dość ciągłego bycia w drodze. Brakowało mi przewidywalności dnia codziennego. Musiałem odpocząć.

Pytanie „Co teraz/co następne?” wymusza na jego adresacie myślenie o większych dokonaniach, o podnoszeniu poprzeczki, o szukaniu nowych możliwości. Tym samym nasz największy sukces staje się dla nas największą przeszkodą. Zamiast cieszyć się z tego, co nam się udało, musimy myśleć, jak to teraz przebić.

Żaden dobry plan treningowy nie zakłada, że poprzez ciągłe zwiększanie obciążeń osiąga się coraz lepsze rezultaty. Natomiast każdy dobry plan treningowy zakłada okres tzw. „roztrenowania”, w którym świadomie rezygnujemy z treningów i tracimy formę. Poza korzyściami stricte fizycznymi ma to na celu „zatęsknienie” za aktywnością i odbudowanie utraconej w sezonie treningowym motywacji.

I podobnie jest z innymi obszarami życia. Jeśli ktoś chce robić więcej to właściwy pomysł zapewne w końcu się pojawi w jego głowie. Nie trzeba go „zmuszać” prowokującymi pytania do wymyślania czegoś na siłę.

Dużo więcej radości sprawisz drugiej osobie, jeśli zamiast skłaniać do deklaracji na przyszłość, docenisz to, czego właśnie dokonała.

Kliknij, aby być na bieżąco z nowymi tekstami.

Opublikowano wPrzemyślenia

2 komentarze

  1. Moim zdaniem warto wyznaczać sobie cele i do nich dążyć, ale….ODPOCZYWAĆ TEŻ TRZEBA 🙂
    Nie da się funkcjonować na najwyższych obrotach non stop. Jeśli uda nam się zrobić coś spektakularnego nie tylko należy nam się odpoczynek, ale rozsądnie będzie go zrobić. Sam nawet, gdy zrealizuję jakieś zadanie pomimo myśli na temat następnych działań pozwalam sobie na odpoczynek 🙂

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    • Bardzo słusznie, warto też, aby inni mieli taką samą świadomość w stosunku do nas.

Pozostaw odpowiedź Kamil Bąbel Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *