Dlaczego spaliłem swoją bucketlistę

Posted by in Rozwój

Muszę Cię uprzedzić na samym początku. To co za chwilę przeczytasz jest niezgodne z tym, o czym pisałem jeszcze kilka miesięcy temu. Ba! To jest w sprzeczności z tym, co chciałem napisać jeszcze wczoraj.

Ale pisanie szło mi słabo. Wprawdzie spod klawiatury wyszło 5 stron czystego tekstu, ale były co najwyżej średnie. A ja chciałem Ci napisać o czymś ważnym, a nie o kolejnych 10 sposobach na…

Dzisiaj mnie olśniło i to, co za chwilę przeczytasz jest według mnie bardzo ważne. Tak ważne, że postanowiłem wyrzucić 6 godzin swojej pracy do kosza i napisać wszystko od początku.

Ale zanim to napisałem, musiałem wstać od komputera i przez pół godziny chodziłem po pokoju z wzrokiem wbitym w podłogę. Drzwi, okno, drzwi, okno, drzwi, okno…

Ta idea tak przeorała mój mózg, jak fala tsunami niszcząca wybrzeże indonezyjskiej wyspy. Musiałem więc wstać i posprzątać swój mózg po tym kataklizmie. A sprzątanie po tsunami wymaga czasu.

Widzisz, czasami pojawiają się w głowie blogera tematy na artykuły, których po prostu nie można spieprzyć.

Więc gapiłem się w podłogę, zastanawiając się, jak ugryźć ten wątek i jak przekazać słowami, to co siedziało gdzieś głęboko we mnie i wywoływało uderzenia krwi do mózgu.

W końcu usiadłem, a strumień myśli zapełnił wirtualny papier. A z tego strumienia bardzo łatwo wyłowić główną ideę:

Podpaliłem swoją bucketlistę

Dla niewtajemniczonych:

Bucketlista (ang. bucket list) – lista rzeczy, które chce się zrobić, zanim się umrze („Before I die I want to…”). Spopularyzowana przez hollywoodzką produkcję „The Bucket List” z Jackiem Nicholsonem i Morganem Freemanem w rolach głównych.

Jeszcze do wczoraj taką miałem. Była super. Dzięki niej zrobiłem w życiu rzeczy, których pewnie nigdy bym nie zrobił: napisałem książkę, skoczyłem ze spadochronem, złożyłem kostkę Rubika, przebiegłem maraton i nauczyłem się żonglować.

Prawda jest jednak taka, że większość pozycji, które na tej liście się znalazły to pomysły, które skopiowałem od innych.

I wiesz co? W końcu dojrzałem do tego, że robienie większości z tych rzeczy wcale mnie nie jara. Nie było między nami namiętności, tylko zwykła rutyna. Dlatego, żeby wywołać trochę ognia, podpaliłem swoją bucketlistę.

Pięknie się jarała. Został po niej tylko popiół.

Dlaczego listy są do bani

Nie będę Cię zachęcał do zabawy z ogniem. Chciałem Ci tylko powiedzieć, że te wszystkie listy to bullshit!

  • „100 książek, które musisz przeczytać”
  • „100 miejsc, które musisz zobaczyć”
  • „100 filmów, które musisz obejrzeć”
  • „100 potraw, których musisz spróbować”
  • „100 wydarzeń, w którym musisz wziąć udział”

Musisz, musisz, musisz! Bo jak tego nie zrobisz, to znaczy, że Twoje życie jest bezwartościowe!

Dzisiaj już nie możesz po prostu pojechać na wakacje.

Dzisiaj jedziesz napić się sangrii w Hiszpanii, przejechać się na wielbłądzie w Egipcie, albo ulepić bałwana na Grenlandii.

Wolisz coś bardziej wymagającego? To przejdź Camino. Co z tego, że jesteś ateistą? Ten szlak musisz przejść!

Z listą „Before I die…” jest jeden problem, a w zasadzie dwa.

Skupiasz się na tym, że gdzieś tam na końcu czeka na Ciebie śmierć, więc musisz do tego czasu zrobić te wszystkie rzeczy, które sobie kiedyś zaplanowałeś. Musisz carpe tym diem.

Pierwszy problem polega na tym, że budzisz się każdego ranka i zawsze znajdzie się coś, czego nie udało Ci się wczoraj zrobić. Zawsze! I z dnia na dzień stajesz się coraz bardziej sfrustrowany, ponieważ…

(Drugi problem) …myślisz o sobie, jak naga nastolatka w filmie grozy, która ucieka przed niebezpieczeństwem. To, że umrze jest pewne. Pytanie jest: kiedy?

Zanim umrę chcę…

Śmierć nie jest niczym przyjemnym. Ani dla umierającego, ani dla jego bliskich.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że prawie 90% zgonów spowodowane jest chorobą. Jeśli jakaś nastolatka udostępni na Facebooku piękny cytat w stylu: „Żyj tak, jakby każdy twój dzień miał być ostatnim”, to realizując statystyczną wizję ostatniego dnia, powinna łykać tabletki przeciwbólowe i jeść suche ciasteczka, które ktoś przyniósł jej do łóżka?

Śmierć nie powinna być powodem, dla którego warto żyć w pełni.

Zamiast robić coś „zanim umrzesz” może warto zrobić coś właśnie dlatego, że żyjesz?

Dlaczego nie zrobić czegoś, bo właśnie masz na to ochotę, bo możesz, bo akurat jest taka okazja, albo dlatego, że to po prostu brzmi fajnie?

Czemu starasz się robić listy rzeczy, które powinieneś zrobić, a nie możesz? Rzeczy, których nie powinieneś, a musisz? I w efekcie próbujesz być kimś, kim nie jesteś?

Jeśli chcesz żyć w pełni, skończ z tym. Zacznij odkrywać i wyrażać siebie i swoją wyjątkowość.

Jesteś wyjątkowy. Jesteś wyjątkowa.

Jakiś czas temu zacząłem trochę inaczej patrzeć na podróże, na przygody i w efekcie na swoje życie.

Zauważyłem, że dwie osoby postawione w tej samej sytuacji, w tym samym miejscu i o tym samym czasie, będą odczuwały zupełnie inne emocje.

Prawie rok temu zjadłem naleśniki Gundel w Budapeszcie i nawet napisałem o tym artykuł. Oczywiście była to jedna z pozycji na mojej liście marzeń.

Moja znajoma pojechała do Budapesztu jakiś czas później i sugerując się moim artykułem zaczęła szukać owego dania. Odwiedziła 3 różne restauracje, poszła nawet do tej najpopularniejszej, w której Gundel się narodziły.

I co? Wcale nie była nimi zachwycona.

W swoich podróżach coraz bardziej skupiam się na tym, aby podziwiać miejsca, bo akurat w nich jestem, a nie dlatego, że podziwiają je w przewodnikach; odwiedzać je, nie wiedząc, co w nich znajdę; podróżować do nich, nie zdając sobie sprawy, co mnie tam spotka.

Nie obchodzi mnie za bardzo to, ile gwiazdek mają na Tripadvisorze. Nie obchodzi mnie czy są na liście „must see”.

Podróż w nieznane

W minione wakacje wraz z grupą znajomych spędziliśmy 2 tygodnie w Gruzji. Miejsce, które najbardziej zapadło nam w pamięć, i które najlepiej wspominamy to Riverland.

Riverlandu nie znajdziesz w Google Maps, nie znajdziesz go w Tripadvisorze, ani w żadnym z przewodników.

Riverland nie ma strony internetowej, a jego fanpage na Facebooku polubiło 49 osób (w tym my).

Riverland to restauracja, która powstała w małej gruzińskiej wiosce, miesiąc przed tym, jak do niej zawitaliśmy. Nie było żadnego bilbordu, ani drogowskazu, który by nas do niej zaprowadził. Trafiliśmy tam z przypadku.

Jednocześnie Riverland to miejsce, które stało się dla nas kwintesencją Gruzji. Miejsce, które jako jedyne odwiedziliśmy 2 razy podczas tych 2 tygodni. Miejsce, w którym spotkaliśmy się z największą gościnnością, w którym zostaliśmy najlepiej obsłużeni, w którym najlepiej się bawiliśmy i w którym nawiązaliśmy znajomość z fantastycznym człowiekiem.

Skąd mieliśmy wcześniej wiedzieć, że jest to miejsce, które trzeba odwiedzić?

Życie to opowieść, a nie lista

Najpiękniejsze wspomnienia, jakie mam, nie były na mojej liście marzeń. Jak miałbym je na nią wpisać, skoro nie wiedziałem, że się wydarzą?

Bucketlista narzuca Ci pewną perspektywę: zanim gdziekolwiek się udasz, zanim cokolwiek zrobisz, zanim czegokolwiek spróbujesz, wiesz, że musi być super. Niestety rzeczywistość nie zawsze zdoła spełnić oczekiwania.

Zamiast odznaczać kolejne pozycje, lepiej jest pisać własną historię. Dlaczego twierdzę, że opowieść jest lepsza od listy? Spróbuj utrzymać uwagę słuchaczy skupiając się na liście:

„Dawno, dawno temu, żyła księżniczka, która poszła do sklepu i kupiła mleko, masło, olej, jajka, chleb, cukier, ziemniaki, jabłka…”

Czujesz różnicę? Co z tego zapamiętasz?

Życie to nie lista zakupów. Życie to opowieść, która kryje się za każdym wspomnieniem.

Tworząc listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią tworzysz sobie specyficzny styl myślenia. Żyjesz tak, jakbyś chciał zatrzymać czas. Tworzysz listę, która ma odzwierciedlać to, co w teorii jest dla Ciebie ważne.

Nie zdajesz sobie sprawy, że często ważniejsze jest to, co robisz pomiędzy jedną, a drugą pozycją z listy.

Pracowałem kiedyś nad dużym projektem. Czas gonił. Zadań nie ubywało. Co chwilę ktoś przychodził i prosił, aby zrobić coś jeszcze. Pracowałem na najwyższych obrotach, aby ze wszystkim się wyrobić, ale jedyne co czułem, to frustracja.

Wtedy przyszedł do mnie przyjaciel i powiedział: „Kamil, zostaw to. Idziemy na kebaba.”

Wróciliśmy pół godziny później i w zasadzie nic się nie zmieniło – lista zadań wcale się nie skurczyła. Ale mój nastrój był znacznie lepszy.

Dziś nie pamiętam, ani jednej rzeczy, nad którą wtedy pracowałem. Pamiętam tylko, że poszliśmy na kebaba.

Żyjesz tak, jakbyś chciał ułożyć swoje życie z tych wszystkich list, które musisz zrealizować, a potem powiedzieć – te rzeczy mają dla mnie znaczenie.

Goniąc za nimi jesteś jak człowiek, który płynie pod prąd – może kiedyś uda Ci się osiągnąć zamierzany cel. Czasem warto jednak dać się ponieść nurtowi rzeki życia, a wtedy będziesz poruszać się znacznie szybciej i spotka Cię całe mnóstwo wspaniałych rzeczy, nawet jeśli nie będzie to żadna z tych, za którymi goniłeś.

Śmierć nie jest powodem, dla którego warto żyć

Dla ludzi na łożu śmierci nie ma większego znaczenia, czy ostatnią rzeczą, jaką zrobią w swoim życiu będzie gonitwa z bykami w Pampelunie czy nurkowanie z rekinami w Pacyfiku.

Takim ludziom zależy, aby częściej wyrażać uczucia, których bali się wyrażać i aby częściej dziękować za to, czym świat ich obdarzył.

Bucketlista to „proszę”, a nie „dziękuję”.

Wznosisz oczy od góry i mówisz:

„Drogi świecie, daj mi to, to i to, a ja obiecuję, że te rzeczy będą miały dla mnie znaczenie”.

Jeśli nauczysz się żyć, dlatego że żyjesz, a nie dlatego, że umrzesz, nie będziesz musiał kolokwialnie mówiąc „żulić” tych wszystkich rzeczy od świata. Naucz się za nie dziękować, a świat Cię nimi zaleje.

Zamiast myśleć o tym, co musisz zrobić, a potem starać się uczynić to ważnym dla Ciebie, zastanów się co jest dla Ciebie rzeczywiście ważne i wykorzystuj szanse, aby to osiągnąć.

A potem możesz wziąć te wszystkie cudowne rzeczy, które Cię w życiu spotkały i powiedzieć:

„Kiedyś ktoś mi powiedział, co muszę zrobić w swoim życiu, aby było wartościowe. Zamiast robić to, czego ode mnie oczekiwali, ja zrobiłem to.”

Znajdź swoją wyjątkowość i żyj!

 

NIESPODZIANKA

Szykuję niespodziankę dla swoich czytelników. Jednak nie wszyscy się na nią załapią, bo trafi tylko do kilkunastu osób. Działa zasada – kto pierwszy, ten lepszy.

Jeśli chcesz mieć możliwość dowiedzenie się o tym w pierwszej kolejności (mając tym samym większą szansę, że się załapiesz), zapisz się poniżej na powiadomienie email.

Nie dopiszę Cię do żadnej listy – po prostu wyślę Ci jednorazową wiadomość prywatną w momencie startu akcji.

Zapisz się na powiadomienie email:

FreshMail e-mail marketing free online marketing software

Fot. javisanchezfotos (cc)