Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi?

Posted by in Rozwój

Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi? Jest wiele powodów. Nieszczęśliwym można być przez chwilę, albo przez dłuższy czas. W pierwszym wypadku nasze samopoczucie zależy od konkretnej sytuacji. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę długotrwałe, podświadome poczucie zrezygnowania i frustracji to odpowiedzią, która pierwsza przychodzi mi na myśl, jest… współczesność.

Dzisiejsza kultura wymaga od nas, aby być hiperoptymistami, podążającymi za amerykańską filozofią „keep smiling”. Ok. Ludzie wiecznie uśmiechnięci są bardzo sympatyczni. Tacy, którzy użalają się na prawo i lewo już nie.

Tylko że, jak pokazuje rozkład Gaussa, większość z nas nie jest ani skrajnymi optymistami, ani skrajnymi pesymistami. Znajdujemy się gdzieś po środku. W życiu każdego z nas występują okresy pozytywne, którymi możemy się cieszyć i okresy smutku, które musimy zaakceptować. Jeśli więc zaczniemy uprawiać „keep smiling”, to będziemy oszukiwać samych siebie. A brak szczerości z samym sobą to pierwszy krok do frustracji.

Dziś o tym, jak współczesny styl życia czyni nas nieszczęśliwymi i dlaczego od czasu do czasu warto być pesymistami.

Zacznijmy jednak od pewnej fundamentalnej prawdy…

Wzór na szczęście

O szczęściu można mówić w wielu różnych kategoriach. Żeby to uściślić, w tym artykule przez szczęście rozumiemy ogólne zadowolenie z życia.

Chociaż szczęście jest pojęciem bardzo subiektywnym i z pozoru trudno ubrać je w konkretne ramy, to po pewnych uproszczeniach, można je sprowadzić do prostego wzoru:

szczęście

Z powyższego równania wynika jasno, że szczęście jest wartością dodatnią, w przypadku gdy rzeczywistość przerasta nasze oczekiwania. Ten rachunek może również okazać się wartością ujemną, kiedy rzeczywistość nie jest taka, jak sobie ją wcześniej wyobrażaliśmy. Wtedy mówimy, że jesteśmy nieszczęśliwi.

Jeśli wyobrazisz sobie, że chcesz mieć dom z basenem, a zamiast basenu uda się zrobić co najwyżej oczko wodne, to jesteś niezadowolony.

Jeśli jednak wyobrazisz sobie, że chcesz mieć dom, a w trakcie okaże się, że można sobie do tego strzelić oczko wodne, Twoja reakcja będzie zupełnie odwrotna.

Rzeczywistość niby taka sama: w obu przypadkach masz dom z oczkiem wodnym. Jednakże w zależności od oczekiwań, wynik równania wychodzi albo na plusie, albo na minusie.

Wniosek do tej części wydaje się prosty: Aby być szczęśliwym, nie musisz zmieniać rzeczywistości. Wystarczy zmienić oczekiwania.

Nie jesteś zwycięzcą!

Kolejny problem związany jest z tym, jak sami o sobie myślimy.

Według współczesnej kultury, każdy jest wyjątkowy. Masz przecież bagaż doświadczeń, jakiego nie ma nikt inny. Rozwinąłeś umiejętności, które posiada garstka ludzi. Jesteś ambitny, zmotywowany i wytrwały. Poświęcasz zdecydowanie ponadprzeciętne ilości czasu na swój rozwój. Każdego dnia powtarzasz sobie: „Jestem zwycięzcą!”

Jest tylko małe „ale” – inni myślą tak samo. Skoro więc wszyscy są wyjątkowi, to znaczy, że nikt nie jest wyjątkowy.

Prawdziwa wyjątkowość, za którą idzie prawdziwe zwycięstwo oznacza ciągłe podążanie pod prąd. Wyznaczenie szlaków, zamiast szukania ścieżek.

Ludzie będą Ci mówić o tym, że zawsze i wszędzie możesz wszystko. Zacznij myśleć o tym, że możesz bardzo niewiele. Po cholerę robić wszystko? Do czego Ci się to przyda. Zacznij robić cokolwiek.

Ludzie, którzy mówią, że możesz wszystko, mogą wszystko, bo przeszli tą całą drogę, trwającą kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt lat. Zanim dojdziesz do miejsca, w którym oni są teraz, świat całkowicie się zmieni. Zacznij robić coś, co jest w zasięgu Twojej ręki, a nie daleko w wyobraźni. Te mniej realne rzeczy pojawią się same, kiedy zaczniesz realizować te realne.

W przeciwnym wypadku zmarnujesz kilkanaście lat swojego życia na stworzenie drugiego Facebooka, rozwinięcie ekskluzywnej restauracji w centrum Warszawy, albo przygotowanie do samotnej wyprawy dookoła świata.

A przecież zamiast tego można w miesiąc przygotować prototyp aplikacji i pokazać ją znajomym, postawić budę z hot-dogami przy dworcu w Sochaczewie, albo objechać Polskę na rowerze.

To nie pomysł nas motywuje, ale wyniki, jakie osiągamy. Lepiej osiągać niewielkie wyniki w krótkich odstępach czasowych, niż latami czekać na złoty deszcz.

MTV wyprało nam mózgi

Konsumpcjonizm nauczył nas patrzenia na świat przez filtry instagramowe. Wszystko po to, aby skłonić nas do wydawania pieniędzy.

Sam fakt używania pozytywnych emocji w sprzedaży jest zrozumiały. Problem leży w tym, co dzieje się później. Okazuje się bowiem, że produkty prezentowane w reklamie był większe, lepsze, ładniejsze, bardziej funkcjonalne i efektowniejsze. Wracamy do naszego równania:

szczęście

I znów popadamy we frustrację, bo serek wcale nie jest taki puszysty, lek przeciwbólowy wcale nie daje natychmiastowej ulgi, a nowe buty do biegania nie czynią z Ciebie herosa.

Wszystko byłoby ok, bo produkty które kupujemy i tak spełniają swoją funkcję, jednak obraz świata widzianego za szklanym ekranem przesadnie napompował nasze oczekiwania, które rozminęły się z rzeczywistością.

Patrzymy na ogródek sąsiada, a tam trawa wydaje się zieleńsza, kwiaty już dawno zakwitły, a w cieniu rozłożystej jabłoni trawę leniwie przeżuwa tęczowy jednorożec. „Też chcę takiego mieć!” – myślisz sobie. W tym momencie byle sprzedawca podsunie Ci sposób na wyhodowanie jednorożca (albo chociaż wypielęgnowanie ogródka), a Ty z czystym sumieniem oddasz mu swoje pieniądze.

I tak w kółko – bo nie ważne, jak bardzo będziesz się starać i ile pieniędzy zainwestujesz, to rzeczywistość nigdy nie będzie wyglądała tak, jak pokazują w MTV.

Czy da się coś z tym zrobić?

Można raz na jakiś czas obniżać swoje oczekiwania. Nie jest to łatwe, bo wymaga dobrowolnej rezygnacji z wygód na rzecz niewygody. Przygoda, taplanie się w błocie, spanie w namiocie przy -10 stopniach Celsjusza., jedzenie kanapek z pasztetem przez 6 dni w tygodniu… To wszystko zmniejsza nasze oczekiwania. Tydzień autostopowych wojaży może sprawić, że nagle zaczniesz doceniać to co masz, a nie myśleć o tym, czego nie masz.

Porównywanie się z innymi

Kolejną rzeczą, jaka nas dobija w dzisiejszych czasach, to internet. W internecie możesz być kim chcesz. Kreujemy sobie spaczone wyobrażenie na życie naszych znajomych, bo ktoś wrzuci fotkę z Włoch, ktoś napisze, że znalazł pracę marzeń, a ktoś inny, że kupił Ducati.

I wydaje się, że nasze życie jest gorsze. Zapominamy jednak, że to, co widzimy w sieci to tylko KREACJA. Zbieranie wybiórczych informacji, które tworzą zniekształcony obraz życia naszych znajomych, który to obraz w zestawieniu z naszym własnym życiem powoduje frustrację. Bo inni mają, a ja nie. Bo inni mogą, a ja nie. Bo inni potrafią, a ja nie.

Tymczasem prawda jest okrutna. Ze strzępów informacji publikowanych na Facebooku lub Instagramie widzisz tylko ułamek rzeczywistości. Tak naprawdę nic nie wiesz o ludziach, których obserwujesz. Nie wiesz, jakie mają problemy, jakie możliwości. Nie wiesz, z czym się borykają, albo co ułatwia im działanie.

Wiem to po sobie. Na 10% pracy, którą uwielbiam, przypada 90% monotonnych czynności, których nie mam ochoty wykonywać. Jednak wiem, że jeśli ich nie wykonam, to te 10% nie będzie miało znaczenia.

Przestań patrzeć na innych, bo nie wiesz, ile czasu i wysiłku poświęcili, aby podzielić się tym zdjęciem z Chin. A jeśli naprawdę Cię to interesuje, to ich zapytaj. Zdziwisz się odpowiedziami.

Pewien producent muzyczny (jak zresztą wszyscy inni) stanął przed problemem masowego pobierania muzyki z sieci. Straty z tego tytułu dla branży muzycznej są oczywiście ogromne. Tymczasem ArtistShare zamiast walczyć z trendem, znaleźli coś, czego nie dało się pobrać z internetu i zaczęli to sprzedawać.

Tym czymś były… elementy procesu twórczego: rękopisy utworów, zdjęcia ze studia nagrań, surowe kawałki, gadżety i inne uchwycone w materialnej formie przedmioty związane z twórczością. Coś co udowadnia, że utwór jest tylko efektem wielu godzin ciężkiej pracy.

Kiedyś już pisałem o tym, aby nie porównywać efektów, tylko zaangażowanie. Zmiana punktu ogranicza nasze wybujałe oczekiwania, dzięki czemu czujemy się szczęśliwsi z osiąganych rezultatów.

Dlaczego warto być pesymistą?

Na koniec wróćmy jeszcze na chwilę do koncepcji bycia wiecznym optymistą.

Optymizm jest jak neon, który odwraca naszą uwagę od ciemności. Neon ma jednak swój cel – ma skłonić do zakupu.

Google wyrzuca ponad pół miliona wyników podczas wyszukiwania hasła „pozytywne myślenie”. Branża coachingowa rozrosła się przez ostatnie 20 lat do niebotycznych rozmiarów. Wszyscy oferują nam pomoc w podnoszeniu jakości naszego życia. „Nie ma problemów – są wyzwania” – mówią.

Tymczasem…

Kultura „keep smiling”, skłania nas do zaprzeczania rzeczywistości, prezentowania negatywów zawsze w pozytywnym świetle i brania na siebie odpowiedzialności za wszelkie niepowodzenia. Highway to frustration!

Pesymizm oczywiście nie jest też idealnym rozwiązaniem, ale ma swoje zalety:

  • przygotowuje nas na realizację najgorszego scenariusza,
  • redukuje nasze wybujałe oczekiwania,
  • chroni nas przed rozczarowaniem.

Nawet jeśli wszystko pójdzie nie tak, jak trzeba, nie będziesz tkwić bezczynnie w nadziei, że może jeszcze coś się poprawi. W końcu byłeś na to przygotowany.

Zdrowa dawka negatywnego myślenia pozwala Ci się uczyć, rozwijać, a co najważniejsze – poruszać naprzód.

Odpowiadając jednym zdaniem na pytanie postawione w tytule wpisu: Dlaczego jesteśmy nieszczęśliwi?

Jesteśmy nieszczęśliwi, bo chcemy być szczęśliwi – a szczęście nie zawsze zależy od nas.

Zamiast dążyć do doskonałości, zrób czasem coś brzydkiego, niepotrzebnego, bezwartościowego, ale NAMACALNEGO!