Skip to content

Co mają wspólnego dzieci z przedsiębiorcami?

Była upalna, sierpniowa niedziela. Wybraliśmy się więc ze znajomymi nad wodę, aby zażyć kąpieli słonecznych, popływać i zwyczajnie miło spędzić czas, jak za dawnych dobrych lat. Leżymy na tych ręcznikach, a kilka metrów dalej kilkuletnie dzieci bawią się w piasku. W pewnym momencie jedno z nich podbiega do swoich rodziców i mówi: „Tato, ja te muszelki będę sprzedawał. Będę miał dużo kasy, a w czwartek zrobię sobie wolne!”

Zawsze będę powtarzał, że od dzieci można się naprawdę dużo nauczyć, ponieważ:

a) są szczere
b) są kreatywne
c) niczym się nie przejmują
d) są ciekawe świata

Z tej historii też można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków, ale ja skupię się na jednym z nich.

Andrzej Tucholski z bloga jestkKultura.pl opublikował ostatnio artykuł o kobiecie czytającej „Sekret” w tramwaju. Opisuje w nim m.in. rozwój cech psychicznych, a raczej jego brak wśród większej części społeczeństwa. Co więcej, ten „nierozwojowy” odsetek ludzi gardzi „rozwojowcami”, próbując sprowadzić ich do równego poziomu.

Okazuje się, że ludzi, doskonalących się psychicznie, można porównać do dzieci. Wyobraź sobie sytuację podobną do tej, opisanej powyżej:

Dwoje ludzi rozmawia o aspiracjach zawodowych. Jeden z nich mówi: „Wiesz, ja to otworzę sklep z częściami rowerowymi. Trochę się na tym znam, odłożyłem już pieniądze, teraz tylko muszę wszystko pozałatwiać.”

Jedyna różnica pomiędzy historią opisaną we wstępie, a tą przytoczoną powyżej jest taka, że dziecko prawdopodobnie nie zrealizuje swoich planów o muszelkowym biznesie, bo po pierwsze po kilku dniach nie będzie już o tym pamiętać, a po drugie, nawet jeżeli byłoby to możliwe, to system edukacji, media i dorośli skutecznie wyperswadują mu ten pomysł. Chociaż…

Richard Lucas zaczynał przygodę z biznesem od… sprzedawania cukierków w szkole podstawowej (oczywiście bez zgody dyrekcji). Potem przeprowadził się do Polski i handlował smokami pod Wawelem, a obecnie jest właścicielem kilku firm. Historia ta jest mi o tyle bliska, że w gimnazjum, razem z moim przyjacielem, Piotrkiem też prowadziliśmy „lewe interesy”. Niestety nie udało nam się rozwinąć finansowego imperium, gdyż wylądowaliśmy na dywaniku u dyrekcji. 😀 Ach co to były za czasy…

Wracając jednak do przykładów: prawie pewne jest, że dziecko nie zrealizuje swoich planów. U dorosłego wygląda to jednak trochę inaczej. Ma on bowiem ukształtowany system wartości i tylko od jego determinacji zależy, czy faktycznie urzeczywistni pomysł sklepu z częściami. Najważniejsze jednak, że zachowa się jak dziecko:

a) będzie szczery – mówi wprost, o co mu chodzi (a w czwartek robi sobie wolne) 😀
b) będzie kreatywny – nie zamyka się we własnej skorupie, ale inspiruje siebie i inspiruje innych
c) niczym nie będzie się przejmował – co z tego, że ludzie w niego nie wierzą i próbują ściągnąć w dół? On zawsze robi swoje.
d) będzie ciekawy świata – rozwój polega na uczeniu się i doświadczaniu. Ciągle podejmuje nowe wyzwania.

A jaki był Twój pierwszy pomysł na biznes?

 

Fot. Flickr.com Adrien Sifre Photography (Creative Commons)

Licencja Creative Commons
Ten artykuł jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Opublikowano wPrzedsiębiorczość

4 komentarze

  1. Zdecydowanie warto postawić na swoim, i założyć biznes, który nie musi od samego początku przynosić ogromnych zysków. Trzeba się zastanowić nad tym jaki był Steve Jobs. Zadanie, które postawił przed sobą wydawało się nierealne. Ale On był tak wielkim arogantem, iż wiedział, że jedyne co go czeka to sukces. I teraz dzięki niemu Apple jest najbardziej wartościową marką na świecie. Dlatego warto twardo iść po swoje 😉

  2. „Niczym się nie przejmują” Ostatnio czytałem na temat dzieci i wprost nie mogłem uwierzyć, że faktycznie one nie znają słowa niemożliwe, żenujące, i wiele wiele innych
    😉
    Pozdrawiam

    • Kamil Bąbel Kamil Bąbel

      Szkoda tylko, że system edukacji niszczy ich kreatywność.

      Podobno w Kanadzie sztab ekspertów debatował nad sposobem usunięcia śniegu z linii wysokiego napięcia. Kiedy wszystkie pomysły okazały się bez sensu, spytano o to jakieś dziecko. Ono bez zastanowienia odpowiedziało: „Niech przyleci aniołek i zdmuchnie śnieg.” Wtedy dopiero naukowcy znaleźli rozwiązanie – helikopter przelatywał wzdłuż linii i podmuch wiatru wytwarzanego przez śmigła, zdmuchiwał śnieg z kabli.

  3. Kasia Kasia

    mój 6-letni chrześniak ostatnio sprzedawał mi za 1 zł butelki napełnione zwykłą „kranówą” z tekstem „wspomóż biednego przedszkolaka 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *