Biega się głową!

Posted by in Aktywność

18 maja, kiedy większość z Was jadła niedzielny obiad, ja finiszowałem na dystansie 42 km 195 m. Dziś chciałbym wrócić do tego niesamowitego przeżycia i zaprezentować kilka wniosków z trasy. Jeśli po tej relacji spodziewasz się potu, krwi i łez, to muszę Cię rozczarować. 13. Cracovia Maraton był dla mnie jednym z najprzyjemniejszych biegów, w jakich do tej pory brałem udział.

Cel

Ambitny, a jednocześnie realny cel daje Ci motywację do treningów. Uświadamia, po co tak właściwie to robisz. Nawet jeżeli chcesz tylko „przebiec” i mieć to za sobą, to ustal sobie jakiś limit. W przeciwnym wypadku będziesz odpuszczać zarówno przygotowania, jak i walkę na trasie. Bieganie uczy systematyczności, ale bez sensu jest robić coś, co zupełnie nie ma dla Ciebie znaczenia. Cel jest zawsze kolejnym powodem, dla którego warto pokonać dodatkowy kilometr.

By osiągnąć cel, mierz zawsze wyżej od niego.

Powyższe zdanie towarzyszy mi już od dłuższego czasu i uświadamia, że prawie nigdy nie uda się wykonać założonego planu w 100%, dlatego warto mierzyć wyżej, sięgać dalej i wymagać od siebie więcej, aby ostatecznie zrealizować początkowe założenie.

Wiedziałem, że podczas tego maratonu będę chciał złamać magiczne 4 godziny, ale jednocześnie wiedziałem, że wyznaczenie sobie celu 4:00:00 z psychologicznego punktu widzenia będzie oznaczało nie mniej, nie więcej tyle, że ukończę maraton z czwórką z przodu. Dlatego zacząłem deklarować sobie i innym, że biegnę na 3:55:00 i pod taki czas robiłem przygotowania. Wiedziałem, że nawet jeśli superoptymistyczna wersja się nie sprawdzi, to i tak ukończę bieg poniżej 4 godzin.

druzyna_42doszczescia

 

Strategia

Na 5 dni przed biegiem, kiedy już zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić na treningach, zacząłem myśleć o strategii biegu, w oparciu o ustalony wcześniej cel. Zacząłem analizować trasę biegu, rozmieszczenie punktów odświeżania i odżywiania, międzyczasy i wiele innych drobnych elementów, które mogłyby zaważyć nad końcowym wynikiem. I co? I zupełnie nie miałem pomysłu na to, jak tym razem to rozegrać. W końcu trafiłem na technikę, która wydawała mi się strzałem w dziesiątkę – bieg z tempem rosnącym.

Jesteś lwem czy gazelą?

Pod względem strategii można podzielić biegaczy na 2 zasadnicze grupy: lwy i gazele. Gazele wolą uciekać, więc startują w szybszej strefie czasowej, aby mieć przewagę nad zakładanym czasem na mecie. Lwy natomiast lubią gonić, więc puszczają swój cel przodem, a potem zaczynają go ścigać. Poprzednie biegi uświadomiły mi, że należę do tej drugiej grupy.

Wystartowałem więc powoli, aby co jakiś czas podkręcać tempo biegu. Ma to swoje plusy. Już mniej więcej na połowie dystansu zacząłem „połykać” kolejne gazele, które przeforsowały się na pierwszym etapie biegu. Każda kolejna wyprzedzona osoba, to nowa dawka motywacji. Nic więc dziwnego, że drugą połowę dystansu przebiegłem szybciej niż pierwszą – lwy lubią przyspieszać na końcówce. 🙂 Analizując międzyczasy już po biegu, okazało się, że od pierwszego pomiaru czasu na szóstym kilometrze do mety wyprzedziłem 1186 zawodników, z czego na drugiej połowie dystansu aż 789!

Pokora

Pomimo, że był to już mój trzeci maraton, nie zapomniałem o pokorze dla tego dystansu. Oczywiście, można zapisać się na dzień przed startem i przebiec, ale jeśli chcesz zrobić dobry wynik, mając przy tym uśmiech na ustach, nie lekceważ tych 42 kilometrów. Trening, dieta i regeneracja to trzy słowa, które powinny Ci towarzyszyć przez cały okres przygotowań.

Okaż szacunek dla maratonu, a maraton okaże szacunek dla Ciebie.

radość z biegania

 

Energia z powietrza

Przez przypadek zdarzyło się tak, że mój żel energetyczny, którego oczekiwałem na 27 km, przebywał akurat w innej części Krakowa. W ten sposób straciłem szansę na zastrzyk energii z węglowodanów, pomijając kilka kawałków bananów, zjedzonych po uświadomieniu sobie braku żela.

O dziwo, nie brakło mi paliwa. Na ostatnich 10 km już zupełnie zrezygnowałem z zatrzymywania się na punktach odżywiania i na lekkim głodzie dobiegłem do mety. Zazwyczaj podczas biegów jadłem bardzo dużo, ale tym razem energii mi nie brakowało. Dlaczego?

Bo energia wisiała w powietrzu. Kibice robili świetną robotę. Za każdym razem, kiedy doping się wzmagał, nogi same zaczynały przyspieszać. Biegacze z 42 do szczęścia pozdrawiali, za każdym razem, kiedy widzieli znajomą mordkę, poklepali po plecach, czy przybili piąteczkę.

Biega się głową

Na towarzystwo w trakcie biegu nie mogłem narzekać. Przez ponad 30 km cisnęliśmy razem z Mariuszem. Dopiero gdzieś na 32 kilometrze, gdzie droga się rozszerzała i zaczynał delikatny podbieg, zobaczyłem swoją szansę. Powiedziałem wtedy do Mariusza: „Do mety już tylko 10 km. Nie wiem, jak Ty, ale ja podkręcam tempo.” i zaczęło się przyspieszanie.

medal

Od tamtego momentu, już do samego końca trzymałem się pacemakerów, czyli biegaczy biegnących na określony czas (w tym przypadku na 4:00). To oni od 32 kilometra powtarzali:

Nogi zrobiły już swoje, teraz biegnie tylko głowa.

…i dobiegła. Z czasem 3:57:25 ukończyłem 13. Cracovia Maraton. Trzeba zacząć myśleć o kolejnych wyzwaniach. 🙂

Pozdrowionka!

 Fot. Tomek Porzycki, Agnieszka Słodyczka, Damian Opioła