Skip to content

3 minimalistyczne nawyki dla ciała, ducha i środowiska naturalnego

Hartowanie stali to proces, w którym stal wystawia się na ekspozycję ekstremalnych warunków – ciepła i zimna. Dzięki temu uzyskuje się znacznie lepszą trwałość, niż bez podobnej ekspozycji.

Podobnie jest z człowiekiem. Jeśli nie przekracza granicy swojego komfortu, to szybciej „pęknie”, kiedy zostanie wystawiony na trudniejsze wyzwanie.

Jestem ogromnym fanem nawyków. Uważam, że posiadanie nawyków (dobrych lub złych) mówi dużo o naszej osobowości. A kształtowanie tych dobrych i pozbywanie się tych złych jest jak hartowanie stali.

Dlatego dziś chciałbym przedstawić Ci moje 3 minimalistyczne nawyki, które wdrożyłem, aby zadbać o swoje ciało, ducha i… środowisko naturalne.

Te trzy rzeczy odmieniły moją codzienność. Musisz jednak wiedzieć, że to nie było łatwe. Wszystko co wartościowe w życiu wymaga czasu i wysiłku. Łatwe rzeczy są kuszące, ale niekoniecznie wartościowe.

Dlatego usiądź wygodnie i przygotuj się na ostrą jazdę. 😀

1. Jazda na rowerze

Dwa i pół roku temu po raz pierwszy zrezygnowałem z kupna biletu miesięcznego na komunikację miejską. Uruchomiłem stary, wysłużony rower i zacząłem dojeżdżać na studia i do pracy.

To jest nawet przyjemne, kiedy wiosenne słońce łagodnie otula blade policzki. Gorzej jeżeli za oknem jest szaro, deszcz siąpi nieprzerwanie, a zachłanne podmuchy wiatru spowalniają jazdę.

Mimo to codziennie wsiadałem na rower i jechałem. Jechałem niezależnie od tego, czy świeciło słońce, czy padał deszcz, czy na drogach zalegał śnieg.

Dziś bez roweru czuję się jak bez ręki. Doświadczyłem niesamowitej wolności, która związana jest z niezależnością od rozkładów jazdy, od korków, od cen biletów i paliwa. Mając rower, nie muszę co chwilę sprawdzać, czy ostatni dzienny autobus zaraz nie odjeżdża.

Mam pełną kontrolę.

W grudniu 2018 roku pojechałem rowerem na Święta do domu. 12 godzin i ponad 180 kilometrów w śniegu i mrozie. Zdałem sobie wtedy sprawę, jak bardzo moja kondycja poprawiła się, odkąd codziennie pokonuje kilkanaście kilometrów po mieście.

Poprawiło się też moje samopoczucie. Nabrałem:

  • pewności siebie,
  • determinacji,
  • dystansu do rzeczy, na które nie mam wpływu.

Zamiast przejmować się złymi warunkami, zacząłem dostrzegać w nich pozytywne aspekty. Zrozumiałem, że nie ma pozytywów, bez negatywów. Że w życiu wszystko się nieustannie przenika.

Nie mamy na to wpływu. Ale mamy wpływ na coś innego – na nasze nastawienie.

Przez dwa i pół roku przejechałem rowerem prawie 10 tysięcy kilometrów. Dzięki temu do atmosfery nie wydostało się około tysiąca kilogramów gazów cieplarnianych. Jestem z tego niezwykle dumny, bo nie zrobiłem tego dla siebie, tylko… dla Ciebie. 😉

Jazda na rowerze uświadomiła mi, że świadomy wybór środka transportu, to nie rezygnacja z wygody. W minimalizmie nie chodzi o rezygnowanie z rzeczy. Chodzi o nauczenie się, że prawdziwa radość nie płynie z posiadania, tylko ze strug wody skapującej z ubrań po dotarciu do domu po srogiej ulewie (patrz dwa akapity wyżej).

2. Picie wody z kranu

Wodę butelkowaną zamieniłem na kranówkę już kilka lat temu. Nie o tym jednak mowa.

Pół roku temu ograniczyłem do minimum napoje, które nie są czystą H2O. Piję przede wszystkim nieprzegotowaną wodę z kranu. Raz lub dwa razy w tygodniu zdarza mi się wypić filiżankę kawy lub herbaty.

Do produkcji jednej filiżanki kawy zużywa się średnio 120 litrów wody, a kufel piwa to prawie 170 litrów! Świadomość tego jest przerażająca.

Dlatego zacząłem pić głównie wodę. To nie tylko oszczędność wody potrzebnej do wytworzenia bardziej wyszukanych napojów, ale również oszczędność energii zużywanej na gotowanie.

Picie wody przyczyniło się również do tego, że piję jej zdecydowanie więcej. Czuję się lepiej, a mój mózg wydajniej funkcjonuje. Podstawienie kubka pod kran zajmuje kilka sekund i jest banalnie proste.

3. Zimne prysznice

Ekspozycja na zimno jest dobra dla naszego układu krwionośnego. Morsowanie jest wyśmienitą opcją, ale jeśli pora roku nie pozwala na zanurzenie się w przeręblu, zimny prysznic stanowi doskonały substytut.

Już sobie wyobrażam, jak otrząsasz się na samą myśl o zanurzeniu się w wodzie, która nie przekracza kilkunastu stopni Celsjusza.

Zimne prysznice to mój najświeższy nawyk, który kultywuję od około 2 miesięcy.

Powiem Ci, że niczym on się nie różni od wejścia w czerwcu do Bałtyku. Najpierw badasz temperaturę samą stopą i dreszcz przechodzi po Twoim ciele, ale zaraz potem małymi kroczkami zanurzasz się coraz bardziej, łapczywie chwytając w usta powietrze.

Po chwili jednak przestajesz zwracać na to uwagę i krzyczysz do ludzi zgromadzonych na brzegu, żeby się nie ociągali, bo w wodzie jest cudownie.

Jeśli codziennie rano pokonujesz swojego chochlika w głowie, który mówi: „Nie rób tego!”, kształtujesz swój charakter, a dzień rozpoczynasz od pokonania najtrudniejszego przeciwnika – samego siebie. Co więc może Cię tego dnia zatrzymać?

Zimny prysznic nie tylko działa korzystnie na nasz organizm, nie tylko umacnia charakter, ale sprzyja też środowisku.

Z jednej strony zużywasz mniej wody (poprzez krótszą ekspozycję na strumień natrysku), a z drugiej nie trzeba tej wody podgrzewać. Znów więc dochodzi do ograniczenia zużycia energii.

Spróbuj!

Codzienna jazda na rowerze, picie wyłącznie wody z kranu i zimne prysznice to nawyki, do których trudno się przekonać i które trudno wdrożyć do własnego życia. Nie ze względu na ich stopień skomplikowania, ale właśnie ze względu na obiekcje w naszych głowach.

Mimo to, warto spróbować, ponieważ może się okazać, że zmiana w życiu okaże się bardzo cenna.

Powodzenia!

Opublikowano wMinimalizm

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *